Bez samochodu ...
  Konkurencyjne szybkie pociągi
 

PKP Intercity kupuje szybkie pociągi


Po polskich torach pociągi będą jeździły tak szybko jak najlepsze auta sportowe. Rusza właśnie przetarg na zakup 20 tzw. zespolonych składów pociągowych, które mają osiągać prędkość od 190 do 250 km/h. Według Czesława Warsewicza, prezesa PKP Intercity, trafią one na polskie tory najpóźniej w kwietniu 2012 r., czyli jeszcze przed mistrzostwami Europy w piłce nożnej.

Żeby tak się stało, spółka musi szybko zakończyć procedury przetargowe. Jak zapewnia prezes spółki, umowa ze zwycięzcą konkursu będzie podpisana w czerwcu 2009 r. Warsewicz liczy, że w szranki staną nie tylko najwięksi światowi producenci takiego taboru, jak: Alstom, Bombardier, Siemens czy Talgo, ale też polskie zakłady Pesa oraz Newag. Kto ostatecznie złoży ofertę, okaże się już pod koniec września, gdy upłynie termin składania wstępnych wniosków. Można przypuszczać, że zainteresowanie będzie ogromne.

Branża kolejowa czekała na ogłoszenie tego konkursu od dawna, bo wartość zamówienia może osiągnąć aż 400 mln euro. Nie jest to mało, ale jak przekonuje Intercity, nie powinno być problemu ze sfinansowaniem tej inwestycji. Spółka zamierza przeznaczyć na ten cel m.in. część środków pozyskanych z niedawnej emisji obligacji oraz pieniądze z planowanej na przyszły rok publicznej emisji akcji na giełdzie. Firma liczy też na dofinansowanie z unijnego Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Jeśli spółka nie otrzyma tych funduszy, gotowy jest plan awaryjny. Jednym z pomysłów jest kredyt w Europejskim Banku Inwestycyjnym.

Według Czesława Warsewicza warto ponieść wydatki na nowy tabor, gdyż nie tylko podniesie to komfort pasażerów, ale także znacząco skróci czas podróży. Wytypowano już najbardziej oblegane trasy: z Warszawy do Katowic, Krakowa, Gdańska, Poznania i Wrocławia. Później siecią objęta może być linia Wrocław - Poznań - Szczecin. Po wprowadzeniu na te trasy szybkich pociągów kolej ma nie tylko zwiększyć przewagę konkurencyjną nad komunikacją samochodową, ale też odbierać klientów liniom lotniczym. - Przykłady europejskie pokazują, że takie pociągi są praktycznie bezkonkurencyjnym środkiem komunikacji - mówi Warsewicz.

Jego opinię potwierdza prof. Włodzimierz Rydzkowski z Uniwersytetu Gdańskiego. - Magiczną granicą konkurencyjności kolei wobec innych środków komunikacji są trzy godziny podróży. Tyle bowiem czasu po wliczeniu dojazdu i odpraw zajmuje nam w rzeczywistości podróż samolotem -  mówi prof. Rydzkowski. Według niego po wprowadzeniu nowych składów ten wymóg spełnią niemal wszystkie połączenia do Warszawy z wyjątkiem Szczecina i Wrocławia. Te dwa miasta mają po prostu lepsze połączenia torowe z Berlinem niż ze stolicą Polski.

Cezary Pytlos
Dziennik Finansowy, 1.08.2008
(Podkreślenia -LK)
 
  Licznik 136138 odwiedzający (239152 wejścia) (od 13.07.08)  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=
Copyright serwisu 2008 Leszek Korolkiewicz. Prawa do artykułów przysługują ich autorom/właścicielom.